
Wywiad Ewy Paduch „Byłem pracownikiem korporacji”
Kiedy w pracy dostaniesz maila, w którym ktoś kwieciście zachwala Ciebie lub Twoich kolegów, zastanów się czy to aby nie pierwszy sygnał tworzenia się nowej kultury organizacyjnej. Zjawisko korporacji fascynuje: struktury, procedury, zwyczaje. Korporację można uwielbiać lub wręcz przeciwnie. Do historii przeszedł już film poświęcony specyficznej strukturze korporacyjnej na przykładzie Amway. A jak jest naprawdę? Mój wpis o wyścigu szarych myszy, zachęcił kilka osób do tego by opowiedzieć o swoich doświadczeniach z korporacją. Są to byli pracownicy organizacji o strukturach korporacyjnych z branż informatycznej, finansowej, medialnej i rekrutacyjnej. Nie chcą by ujawniać nazwy firm w obawie przed konsekwencjami. Oto efekt tych wywiadów.
Jakie skojarzenia wywołuje w Tobie słowo korporacja?
Eliza: Wychudzeni młodzi ludzie (często studenciny) w tanich garniturach, biegnący na autobus/tramwaj, pracujący całymi dniami, którym ledwo starcza na rachunki i którzy mieszkają w obskurnych warunkach. Kolejne skojarzenia to sztuczny dress code, marne pieniądze, dodatki mydlące oczy pracownikom, wyzysk ludzi, brak życia rodzinnego i to wszystko co ma być pojmowane jako prestiż.
Magda: Eh, korporacja... Wciąż mam nadzieję, że może być tam ciekawie, że można mieć rozwijającą pracę. Jednak kreskę kładę na korporacjach outsourcingowych. Tam jest się nic niewartym trybikiem i nikt nie potrafi cię docenić. Praca jest monotonna i powtarzająca się.
Tomek: W tej chwili niesmak.
Mówi się, że ludzie przychodzą do firmy a odchodzą od szefa? Jak było w Twoim przypadku? Dlaczego zdecydowałaś\zdecydowałeś się odejść z korporacji?
Eliza: W moim przypadku było to związane z kompletnie odjechanymi zasadami panującymi w korpo oraz z chęcią zmiany miejsca zamieszkania. Szkoda, że nie powstrzymało mnie to przed popełnieniem tego samego błędu jeszcze raz.
Magda: Z pierwszej korporacji odeszłam zarówno od formalnej i zimnej szefowej jak i z działu (księgowość). Jeśli chodzi o drugą firmę, to o mojej decyzji o odejściu zadecydowało degradujące stanowisko jak również szefostwo i atmosfera w firmie, a także stres i brak poczucia sensu wykonywanej pracy. W drugim przypadku odeszłam i od firmy i od szefa.
Tomek: Ja miałem dwukrotne szczęście, że mnie zwolniono. W obydwu przypadkach marzyłem, że w końcu zacznę robić coś nowego, coś ciekawszego i właśnie wtedy mnie wyrzucano na bruk. W obu przypadkach wina leżała po stronie firmy -- plajta i reorganizacja.
Jakieś doświadczenia związane z odejściem?
Eliza: Jeśli chodzi o mnie to odbyło się bez problemów ale mój facet miał wstrzymaną wypłatę pieniędzy za niewykorzystany urlop. Musiał interweniować w PIP-ie.
Magda: Gdy odchodziłam z pierwszej pracy, czułam, że nawet żałowano, że odchodzę. Nie ukrywam -- miło mi było z tego powodu. W drugiej pracy niektórzy z szefostwa nawet nie dziwili się, że odchodzę wiedząc, że to przecież nieciekawa i monotonna praca. A przecież zostałam wybrana spośród wielu, a zajmowałam się rzeczami, które mógłby robić gimnazjalista z jako taką znajomością angielskiego!
Tomek: Żadnych.
Co fajnego, pozytywnego może być w korpo?
Eliza: Tak naprawdę fajni w korpo są tylko ludzie, z którymi dzielimy smutny los -- oczywiście nie wszyscy. Pozytywem jak dla mnie są też benefity, jakich duża część małych lub średnich przedsiębiorstw nie oferuje.
Magda: Ludzie. Młodzi, inteligentni, otwarci, ambitni, zdolni. Takich właśnie spotkałam. Oczywiście Ci o których mówię, to nie leaderzy czy managerowie. Wśród tych trudniej znaleźć kogoś fajnego, choć mi raz się to udało.
Tomek: Może być siłownia, stół do gry w piłkarzyki, bilard, konsola do gier. Wszystko dostępne w godzinach pracy, aby pracownik mógł się zrelaksować i potem jeszcze efektywniej pracować.
Najdziwniejszy zwyczaj korporacyjny?
Eliza: U mnie najdziwniejszy był nakaz rozmów po angielsku i to nie w biurze, ale np. w kuchni, w toalecie i to z Polakami. Tłumaczone to było tym, że zawsze może wejść obcokrajowiec, który będzie się czuł nieswojo jak usłyszy rozmowę w obcym języku. Z szefem Polakiem też rozmawiało się po angielsku, nawet w pokoju 2x2 w 4 oczy.
Magda: 1-2-1 czyli spotkania face to face organizowane zdecydowanie za często! A także spotkania wielu zespołów, niby w miłej integracyjnej atmosferze, a atrakcją był wybór głupka i sławy miesiąca -- czyli jednym słowem niezła zabawa, bo czipsy i paluszki są za darmo.
Tomek: Open your door - open your mind, pracownicy porozsadzani byli po pokojach po kilka osób, zwykle drzwi były zamknięte, aby uniknąć hałasu. Pewnego dnia zarząd stwierdził, że otwarte drzwi polepszą komunikację między pracownikami. Idea padła po miesiącu.
W obu firmach, w których pracowałem wprowadzono programy do liczenia czasu pracy nad określonymi zadaniami, każdy z nas miał wypełniać każdego dnia ile czasu spędził na czytaniu maili, telekonferencjach i konkretnych zadaniach projektowych.
Co najbardziej drażni i przeszkadza w tego typu organizacjach?
Eliza: Najbardziej wkurza mnie to, że zaczynając pracę jest się jednym z tysiąca, czyli tak naprawdę nikim. I jeśli się zostaje tu dłużej to proces się utrzymuje, bo skoro komuś dobrze w takiej organizacji tzn., że kompletnie stracił jakieś wyróżniające go cechy, które może miał wstępując do korpo.
Ciut mniej, ale wciąż maksymalnie wkurza mnie pensja i brak możliwości podwyżki. Nawet jak się wykazujesz, starasz czy zakładasz spodnie przez głowę i jesteś fenomenem -- podwyżki nie dostaniesz. Są widełki i kropka.
Reszta mniej więcej na tym samym poziomie irytuje mnie:
Przedmiotowe traktowanie choć wciąż się słyszy, że jesteśmy ważni, sztuczność oraz to jak ciężko wprowadzić zmiany. Wkurza mnie to, że nieświadomi tego ludzie traktują korporacje jako cud z zachodu dający nam szczęście! Przeszkadza mi też, że jakakolwiek innowacyjność i pomysłowość pracownika nie jest wskazana, panują bowiem zabójcze procedury i głupie zasady, których trzeba przestrzegać. A dziwne godziny pracy sprawiają, że pracując w korpo nie mam czasu na życie rodzinne.
Magda: Sztuczność kontaktów, konieczność chodzenia w mundurkach, konieczność przywdziania takiego mundurku na swój mózg. Nie idziemy porozmawiać o tym jak się czuję w pracy i co możemy zrobić aby firma i ja były bardziej zadowolone. Idziemy na spotkanie żeby przejść przez sztucznie wygenerowane punkty sprawdzenia mojego zachowania w firmie. Jaki to ma sens? Komputery, systemy! W systemie musi się zgadzać, system musi zaakceptować wszystko, permanentna inwigilacja? To nie dla ludzi, którzy potrzebują kontaktu z żywym człowiekiem.
Tomek: Strasznie powolne działanie, podjęcie jakiejkolwiek decyzji zajmuje bardzo wiele czasu. Ja pracowałem w korporacji amerykańskiej, muszę powiedzieć, że Amerykanie lubią gadać, lubią organizować spotkania, po to aby gadać, ostatecznie nie podejmując żadnej decyzji. A jeśli jest jakiś problem to ogłoszą go, ale on i tak nie zostanie rozwiązany, jest to gadanie dla samego gadania. Dla mnie jest to śmieszne, bo wtedy wszyscy tracimy czas.
Korporacja a rozwój?
Eliza: Nie sadzę, raczej korporacja a pierwsze doświadczenie zawodowe dla osób zaraz po studiach lub kończących. Rozwój w ogóle nie kojarzy mi się z korpo, chyba tylko rozwijamy się jak kombinować żeby stąd zwiać.
Magda: Jeśli chodzi o rozwój osobisty w znanych mi firmach, to na szkolenia, trzeba bardzo długo czekać, można odejść (po 9 miesiącach), a podstawowego kursu się nie doczekać.
Tomek: Korporacja jest tworem, który jest nastawiony na to, aby każdy jego pracownik wykonywał bardzo dobrze swoje zadanie. Teoretycznie można się rozwijać w bardzo wąskiej dziedzinie, ale że odpowiedzialności nie przybywa, to jest to rozwój ograniczony.
Co najbardziej motywuje do pracy, jeśli nie są to wartości firmy?
Eliza: Niestety pieniądze. Muszę pracować, żeby mieć z czego rachunki płacić.
Magda: Kontakt z klientem, świadomość, że coś ode mnie zależy. Że mam jakieś umiejętności, których ktoś inny nie ma (znajomość danego języka), bo ma inne i wzajemnie możemy coś tworzyć i pomagać sobie. W drugiej korporacji motywowali mnie tylko ludzie i może trochę kasa, choć ostatecznie zmieniłam pracę na mniej płatną.
Tomek: Może pieniądze, może bezpieczeństwo stabilnej pracy. Choć z bezpieczeństwem to nie jest różowo. Można być specjalistą inżynierem, długo pracować w firmie, a i tak niespodziewanie cię zwolnią z powodu reorganizacji.
Gdybyś mogła\mógł wybrać wybrałbyś po raz kolejny korpo?
Eliza: Z pewnością nie zdecydowałabym się na to dobrowolnie. Oczywiście (odpukać) może być taka sytuacja, że mnie zwalniają a jedyną pracą jaką mogę dostać oferuje mi kolejne korpo. Wtedy na pewno zastanawiałabym się, ale z własnej woli z pewnością bym tego nie zrobiła.
Magda: Czasem człowiek jest zmuszony. Ale tak. Może gdzieś czeka na mnie miejsce, gdzie praca jest naprawdę ciekawa, a nie powtarzalna i ogłupiająca, lecz wymagająca myślenia. Nadal w to wierzę, może ze względu na pieniądze
Tomek: Korpo nie jest złe, jeśli masz dobrego szefa, takiego który wymaga a zarazem broni. W przeciwnym wypadku w korpo będziesz się bardzo źle czuć.
*Powyższe wypowiedzi mają charakter subiektywny, wynikający w osobistych doświadczeń moich rozmówców. Nie będę poddawać ocenie występujących w opisywanych korporacjach sytuacji będących elementem ich kultury organizacyjnej. Celem moim jest jedynie ukazanie zjawiska korporacji oczami ich byłych pracowników. Imiona zostały zmienione, nazwy firm pozostaną jedynie do wiadomości mojej oraz moich informatorów.
Źródło: „Byłem pracownikiem korporacji” Opublikowano za zgodą autorki - Ewy Paduch.

Dodaj nowy komentarz